Tak się złożyło, że mój jedyny i ukochany brat musiał wyjechać za granicę (UK). Mimo doświadczenia zawodowego, kwalifikacji i umiejętności nie mógł znaleźć pracy w naszym mieście (sic!). Wyjazd ten "przeżywaliśmy" wszyscy: rodzice, ja z mężem a nawet moja teściowa, która Grzesia bardzo lubi ( a nawet trochę się w nim podkochuje:-)) No ale stało się - nie jego jednego spotkał taki los. Dziś rozmawiałam z G. na skype. Wiem, że jest w lekkim dołku psychicznym, i stąd też mój post - ku pokrzepieniu serca :-). G. nie chciał emigracji, w dodatku jest osobą bardzo rodzinną i "domową". Mieszka teraz w wynajętym pokoju. A właściwie w czterech zimnych ścianach + telewizor i łóżko. O warunkach jakie miał w rodzinnym domu może tylko pomarzyć. Znajomych jakichś tam niby ma, ale to jednak nie to samo co swoi kumple...Generalnie nastawienie i nastrój - trochę do d**y. Brat jest mądry, więc daje sobie czas i stara się trzymać najdzielniej jak potrafi. A ja... ja mam swoje odczucia, przeczucia i przemyślenia. Właściwie, można powiedzieć, że nie będąc w jego skórze i na jego miejscu nie powinnam zabierać głosu. Wydaje mi się jednak, że czasem warto na swoją sytuację spojrzeć z innej perspektywy. Patrząc na niego moimi oczami widzę młodego, wykształconego faceta, świetnie znającego język angielski (o czym wielokrotnie go zapewniano). Mającego swoje hobby i pasję. Wyjechał SAM, nieco ponad tydzień temu a już załatwił tam sobe pracę, mieszkanie, konto w banku i ubezpieczenie. Swobodnie porusza się po mieście i za chwilę pewnie kupi sobie samochód. W tej chwili jest na etapie gorszych dni, ale ja w tej całej sytuacji czuję wdzierający się promyk światła w jego życie. Pod skórą czuję, że to właśnie ważny moment i "ten" początek, który otwiera kolejną warstwę "cebuli" jego zycia :-). Wierzę, że trzeba się modlić o zdrowie dla G. bo wszystko inne zdobędzie własymi rękoma.
"Kiedy mówisz"
Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz
środa, 1 maja 2013
wtorek, 30 kwietnia 2013
Witaj
"Mówią Ci, że życie ma się toczyć według reguł tego świata, ale może stać się o wiele bardziej znaczące, kiedy odkryjesz, że wszystko wokół stworzyli ludzie wcale nie mądrzejsi od Ciebie.I ŻE MOŻESZ TEN ŚWIAT ZMIENIAĆ"
Cytat zaczerpnięty z art. na temat Steve'a Jabosa w najnowszych "Wysokich obcasach". Lubię ten magazyn, bo na szczęście oprócz reklam, jest też sporo ciekawych artykułów do poczytania. Majowe wydanie gazety spodobało mi się szczególnie. Jedną z bohaterek jest Martyna Wojciechowaska. Zawsze lubiłam ją i ceniłam za ciekawe poglądy, odważne podejście do życia i łamanie stereotypów. Naszła mnie nawet myśl, że M.W. to taki nasz polski Steve Jobs, tylko w wydaniu kobiecym.Mimo ogromu przeciwności jakie stanęły jej na drodze, nie poddaje się i idzie do przodu.Nie boi się odważnych decyzji i żyje tak jak lubi, a nie tak jak wpada.Wg niej każdy z nas ma wybór: "działam", albo "nie działam i narzekam , że nie działam"...
Ja mam ambitny zamiar działać tu regularnie i pisać o wszystkim co mnie ciekawi, interesuje i pasjonuje...:-)
A tak przy okazji, dowiedziłam się, że Martyna została ambasadorką nowej linii kosmetyków firmy Soraya: Świat natury. Bardzo kusi mnie regenerujący olejek do twarzy: 5 drogocennych olejów. Pewnie przy najbliższej wizycie w drogerii wyląduje w moim koszyku :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)